Temat prawie jak z reklamy. Ale co fakt, to fakt.
Ostatnio coraz bardziej do mnie dociera, że różne grupy taneczne wymagają innego podejścia. Nie wiem jak jest w innych tańcach, ale zakładam, że podobnie, w salsie na pewno.
Kiedy ktoś przychodzi na kurs początkujący, nie umie nic. I nie potrzebuje super zaawansowanego trenera, który pokaże mu najbardziej zakręcone figurki. Jasne, niech je umie i chwali się nimi, to jest większa szansa, że kursant zostanie
Ale bardziej zostanie dla tego, jak wiele wiedzy instruktor będzie w stanie przekazać.
Nie ma zbyt wiele skomplikowanego w otwarciu i zamknięciu crossbody, to się dość prosto tłumaczy. Czym innym jest oczywiście wejście na poziom bardziej zaawansowany, gdzie umiejętności dydaktyczne też są na wagę złota, ale coraz większe znaczenie zaczynaj odgrywać indywidualne umiejętności prowadzących. Dochodzi styling, body movement, no i wiedza jak zatańczyć nie tylko crossbody 360, ale i jak poprowadzić partnerkę do tzw. peekaboo od tyłu i na ile sposobów można tą figurkę zakończyć…
Może faktycznie lepszym pomysłem byłoby zrobienie tak, jak we Francji w niektórych szkołach – każda poziom ma swojego opiekuna, i grupa, która wchodzi na kolejny poziom – uczy się z innym nauczycielem? Ja nie wiem, ale wolę prowadzić od początku do końca. Tworzy się klimat i uczestnicy zgrywają się. Tworzą się przyjaźnie, zachodzą procesy grupowe – ale to już temat na inny post
