Ostatnio tak wiele się zmieniło, że nie wiem o czym mógłbym od ostatniego wpisu pisać… Chyba że chciałbym napisać książkę a na to za bardzo nie ma czasu. Z najważniejszych rzeczy – moje dziecko, Warsaw Salsa Club – troszeczkę urosło i stało się całkiem sympatyczne Ze zwykłego hobby narodziło się 10 kursów (do połowy listopada będzie ich 15), mamy własne hity z salsą liniową i najpewniej salsą solo na czele… W ogóle nie sądził, że wszystko wypali aż tak szybko! Cieszę się… A przede wszystkim cieszę się z naszej kadry instruktorów… Pierwsze zajęcia prowadziliśmy wspólnie z Kariną, dosłownie chwilę później doszła Ania i za chwilę znalazł się tam Marek. W rok od tamtego wydarzenia (pierwszy kurs odbył się 9 października) urośliśmy do 12 instruktorów współpracujących i podzielających naszą ideę…
Mam nadzieję, że za kolejny rok będzie równie fajnie i owocnie Chyba warto będzie się przekonać! A tymczasem nasze urodziny będziemy świętować już 17 listopada w klubie Stereo, jednocześnie ruszamy z naszą cykliczną co-wtorkową imprezą salsowo-bachatową w Club Stereo Przybywajcie tłumnie, bo będzie warto – zrobimy pokazy, tort, oficjalnie się przedstawimy i pewnie wymyślimy jeszcze kilka fajnych rzeczy
Ostatnio coraz bardziej do mnie dociera, że różne grupy taneczne wymagają innego podejścia. Nie wiem jak jest w innych tańcach, ale zakładam, że podobnie, w salsie na pewno.
Kiedy ktoś przychodzi na kurs początkujący, nie umie nic. I nie potrzebuje super zaawansowanego trenera, który pokaże mu najbardziej zakręcone figurki. Jasne, niech je umie i chwali się nimi, to jest większa szansa, że kursant zostanie Ale bardziej zostanie dla tego, jak wiele wiedzy instruktor będzie w stanie przekazać.
Nie ma zbyt wiele skomplikowanego w otwarciu i zamknięciu crossbody, to się dość prosto tłumaczy. Czym innym jest oczywiście wejście na poziom bardziej zaawansowany, gdzie umiejętności dydaktyczne też są na wagę złota, ale coraz większe znaczenie zaczynaj odgrywać indywidualne umiejętności prowadzących. Dochodzi styling, body movement, no i wiedza jak zatańczyć nie tylko crossbody 360, ale i jak poprowadzić partnerkę do tzw. peekaboo od tyłu i na ile sposobów można tą figurkę zakończyć…
Może faktycznie lepszym pomysłem byłoby zrobienie tak, jak we Francji w niektórych szkołach – każda poziom ma swojego opiekuna, i grupa, która wchodzi na kolejny poziom – uczy się z innym nauczycielem? Ja nie wiem, ale wolę prowadzić od początku do końca. Tworzy się klimat i uczestnicy zgrywają się. Tworzą się przyjaźnie, zachodzą procesy grupowe – ale to już temat na inny post
Ostatnio uczestniczyłem jednego w dwóch kursach tańca. W obu prowadzący byli bardzo zaangażowani w zajęcia, jednak podejście okazało się bardzo różne. Na pierwszych – choć grupa była o niebo lepsza – instruktorzy wciąż mieli pretensje, że nie wychodzi, że się nie starają, że ciągle coś jest nie tak. I choć osobom w grupie zależało, żeby było jak najlepiej, to gdzieś uleciała cała zabawa z zostawiania potu na parkiecie. Niby takie oczywiste, a jednak jak się okazuje nie do końca.
Drugie zajęcia – grupa zaangażowana i chętna nowej wiedzy. Ale instruktorzy potrafili żartować z niepowodzeń i samych siebie, w dodatku robili to w taki sposób, że my się rozluźnialiśmy – i chcieliśmy jeszcze więcej się nauczyć. Łatwiej jest podążać za kimś, kto powoduje, że czujesz się lepiej…
Entuzjazm sprzedaje najlepiej. Warto wywoływać go wsród uczestników kursów, wszyscy na tym zyskają
PS. Ostatnio mało tu piszę, i pewnie w najbliższym czasie tak zostanie. Nadal nie dokończyłem magisterki, bardzo angażuję się w działalność salsową w Warsaw Salsa Club, generalnie dużo się dzieje. Ale pamiętam o tym blogu – i co jakiś czas wrzucę tu mały update
Wychodzi, że przynajmniej dla niektórych osób salsa wygrywa – i to co najmniej 2:0
W środę był finał Ligi Mistrzów, dla wielu finał marzeń. A jednak – praktycznie jak nigdy – zajęcia udało się poprowadzić spokojnie, była równa liczba partnerów i partnerek, przyszło 20 osób. 1:0 dla salsy.
A 2:0 – cóż, były to nasze pierwsze zajęcia płatne I przyszliście… Dzięki wielkie za to
Przy okazji – ruszamy z fajnym programem zniżkowym - nie będziecie żałować. Szczegóły są na warsawsalsaclub.pl – szukajcie MAFII
Ostatnio mam tańca o wiele więcej niż do tej pory i strasznie mnie pochłania… W weekend był bachatafestiwal i było świetnie. Zwłaszcza w niedzielę warsztaty były naprawdę udane, co pewnie zaowocuje fajnymi figurkami nie tylko w bachacie ale i w salsie (i kizombie o której pewnie niedługo będzie coraz więcej). 2 czerwca rusza nowy kurs w Klinice (o czym więcej w poprzednim poście ). Przygotowania do pokazu trwają, mój kręgosłup zastanawia się ile jeszcze wytrzyma – jak na razie daje rade i to jest najważniejsze.
Tydzień temu zdarzyła się jedna z najmilszych sytuacji jakie miałem w swojej instruktorskiej przygodzie z tańcem. Grupa w ramach podziękowań za dotychczasową naszą pracę – zrzucili się i dostaliśmy prezent Wino jeszcze stoi i czeka na fajną okazję, a kartka jest fantastyczna Salsa jest naprawdę fajna, a dla takich chwil warto żyć…
PS. Wszystkim mamom z okazji święta wszystkiego naj A w szczególności mojej Mamie jak najwięcej uśmiechu i radości Pole tulipanów dla Ciebie
Ostatnio jestem skupiony bardziej na pracy mgr – więc istnieje duża szansa że wpisy na blogu będą troszkę rzadziej publikowane – ale niewiele Przy okazji małe ogłoszenie – wszystkich chętnych zapraszam na kurs średniozaawansowany β-3 – szczegóły na stronie www.warsawsalsaclub.pl W ogóle na stronie duuużo zmian, warto się z nimi zapoznać
No i stało się – poszliśmy z Anią na kolejny kurs tańca Jak się okazuje – praktyki i nauki nowych rzeczy nigdy dość – tym razem czas na kizombę! Jesteśmy po pierwszych zajęciach, taniec miły i przyjemny, aczkolwiek nie należy go tańczyć za często bo można się zamulić Warto się kizomby uczyć bo jest coraz popularniejsza, w Polsce (a przynajmniej w Warszawie) na imprezach pojawia regularnie w coraz większych dawkach, ale na przykład we Francji jest o wiele bardziej popularna niż u nas A jako że Francja wciąż jest w Europie chyba najważniejszym miejscem tanecznym, to i u nas jej popularność wzrośnie…
O kolejnych przeżyciach kizombowych będę pisać w miarę na bieżąco. A poniżej – jeden z najlepszych kizombowych pokazów:
Od jakiegoś czasu po Warszawie w miarę możliwości poruszam się rowerem. Przez blisko 2 tygodnie nie miałem ważnego biletu miejskiego (po prostu go nie potrzebowałem…) i – mimo że wszyscy rowerowi to powtarzają – nie wierzyłem, że mogę zyskać aż tyle czasu. Korki mijam dowolnie, nie czekam po 10-15 minut na autobus albo tramwaj, dojeżdżam pod sam punkt docelowy. Żeby tylko jeszcze było gdzie i jak ten rower zaparkować
Salsa i rower to dla mnie wspominki z Tuluzy, gdzie na każdą imprezę jechaliśmy sobie na rowerach. I było wyśmienicie… W Warszawie nie wiem nawet czy nie jest lepiej Rower może niekoniecznie najlepszy ale jest, nieważne o której godzinie wychodzę z imprezy – nie czekam na nocny, a taksówka jedzie obok. Najgorsze jest tylko wjeżdżanie z Solca na pl. Trzech Krzyży, zna może ktoś windę w tych okolichach
Gdyby to ode mnie zależało, przed każdą imprezownią ustawiłbym stojak z rowerami, a osoby z nich korzystające miałyby wstęp za darmo
Przy okazji – grupa znajomych organizuje coniedzielne practisy w garażu pełnym samochodów. Klimat jest nieziemski… W tą niedzielę – jeśli tylko będę – postaram się zrobić trochę fotek i pokazać, jak można się bawić pośród zabytków motoryzacji
Ostatnio piszę ciut rzadziej, a wynika to z jednak niedoszacowanej przeze mnie ilości obowiązków jakie wiąże się z rozkręcaniem Warsaw Salsa Club. Niby jesteśmy mali, niby działa kilka grup i wszystko jest niewielkie, a roboty jest w huk i ciągle trzeba działać…
Ale ja nie o tym. Ostatnio kilka razy miałem bardzo skrajne doświadczenia, taniec po tańcu. 2 partnerki, utwór po utowrze, z obiema można było poszaleć. I tu zonk, bo z jedną była naprawdę niezła frajda, a z drugą figurki. Różnica? Nie, nie kolor włosów czy figura Uśmiech i radość z tańca. Dziewczyny (i panowie też choć ja tańczę z dziewczynami, więc do Was się głównie zwracam) do Was ogromny apel: cieszcie się tym co robicie Partnerzy to docenią, a i Wam będzie chyba milej… Kilka napiętych mięśni, a różnica kolosalna
Sprawy zajęciowe
Na chwilę obecną musimy niestety zawiesić działanie grupy S2. Choć z wielkim żalem… Mam za to nadzieję, że do tego poziomu dołączy niedługo kolejna grupa, a potem do kolejnego, i kolejnego, i kolejnego… No i ruszyła kolejna, wtorkowa grupa P-jedynkowa Zapraszamy